W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Zmartwienia Junckera

4 marca 2018

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker ma zmartwienie. Martwi się o przyszłość Unii Europejskiej. Nie tak dawno zapowiedział, że nie będzie starał się już o reelekcję, jakkolwiek nadal pozostaje szczerym Europejczykiem. Martwiąc się o przyszłość Unii, zdaje sobie sprawę, że ważne są nie tylko idee, ale i personalia. Właśnie dokonał zmiany na jednym z najważniejszych administracyjnych stanowisk unijnych. Sekretarzem Generalnym Komisji Europejskiej mianował Martina Selmayra, dotychczasowego szefa swojego gabinetu. Ten niemiecki urzędnik miał opinię szarej „wszechpotężnej” eminencji Komisji Europejskiej i wraz z Junckerem świadomie ją upolityczniał. Juncker awansu Selmayra dokonał w trybie zaskakującym, co wywołało w Brukseli wiele negatywnych komentarzy, związanych także z dominującym wpływem niemieckich urzędników i polityków. Protegowanemu Junckera podlega więc około 33 tysiące unijnych urzędników. Nominacja ta miała uspokoić szefa Komisji, który pożegna się z tym urzędem za rok.

Zmartwień było i jest o wiele więcej. Największym z nich, co na poły prywatnie przyznawał Juncker jest Brexit. Szef Komisji miał stwierdzić, że decyzja o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii jest jego największą polityczną porażką. Sytuację w jakiś sposób próbował ratować, powołując Michela Barniera na głównego negocjatora warunków Brexitu. Kandydaturę tę uzgodnił tylko ze wspomnianym Martinem Selmayrem, co stało się przyczyną wielu negatywnych komentarzy w Unii Europejskiej. Tym razem posunięcia tego nie możemy klasyfikować jako lapsus czy gafę, które bardzo często nie opuszczały Junckera. Przed siedmioma laty, gdy jeszcze nie był szefem Komisji Europejskiej podczas spotkania w Luksemburgu powiedział, że często „musi kłamać”, a politykę monetarną strefy euro należy dyskutować w „tajnych, mrocznych debatach”. To niemalże doskonała egzemplifikacja nagłaśnianej w mediach definicji gafy autorstwa Michaela Kinsleya, który powiedział: „Gafa jest wtedy, gdy polityk mówi prawdę”. Naiwną szczerością Jean-Claude Juncker błysnął niedawno, gdy jako szef Komisji zapytany, dlaczego Unia przymyka oko na wykroczenia Francji związane z niedozwolonym przekraczaniem deficytu budżetowego, pewny siebie stwierdził: „Bo to jest Francja”. Cóż za precyzyjne prawnicze uzasadnienie.

Będąc w Parlamencie Europejskim w Strasburgu zirytowany Juncker, który dostrzegł niską frekwencję europosłów, stwierdził, że cały Parlament Europejski jest śmieszny. Później musiał przepraszać przewodniczącego Tajaniego. Poważne nadzieje Juncker upatrywał w nowej koalicji rządowej w Niemczech. Upajał się faktem, że w umowie koalicyjnej liczącej 179 stron słowo „Europa” wymieniono aż 312 razy. Jean-Claude Juncker martwi się jednak o Włochy, gdzie 4-ego marca odbędą się wybory, a według sondaży największą popularnością cieszą się formacje eurosceptyczne. Swoją troską o Europę podzielił się publicznie, ostrzegając, że Unia powinna być przygotowana na „najgorsze” po włoskich wyborach. Pomijając już fakt, że zawarta w tych słowach troska Junckera spowodowała zachwianie rynków finansowych we Włoszech, to ciekawe jest stwierdzenie, że musimy szykować się na „najgorsze”.  Przecież „najgorsze” już chyba było.

Czym bowiem dla Unii Europejskiej był wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA, którego wspierał Nigel Farage, albo zagrożenie we Francji ze strony Frontu Narodowego Marine Le Pen, czy też rosnąca siła AfD w Niemczech, referendum w sprawie Brexitu i zagrożenie demokracji na Węgrzech i w Polsce, czy to nie było najgorsze? Wielu szczerych Europejczyków sądziło, że nic gorszego spotkać nas już nie może, że sięgamy dna. Okazuje się jednak, że rację miał Jerzy Lec, pisząc: „Kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem pukanie od spodu”. Czy musimy jednak popadać w przygnębienie? Patrząc w przyszłość można czerpać z przeszłości. Tak też czyni Jean-Claude Juncker, który za dwa miesiące ma przemawiać w Trewirze z okazji dwusetnej rocznicy urodzin Karola Marksa, współtwórcy wraz z Fryderykiem Engelsem Manifestu partii komunistycznej. Ale, ale za dwa lata przypada 150-ta rocznica urodzin Włodzimierza Iljicza Lenina, niestety wtedy Juncker nie będzie już szefem Komisji. Czy to również przysparza mu powodów do zmartwień?

Mirosław Piotrowski