W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Świnie a UE

14 czerwca 2015

Afrykański pomór świń to groźna dla świń choroba, która przeniknęła do Europy z Afryki. Określa się ją jako ASF od angielskiego African Swine Fever, czyli afrykańska gorączka świń. Choroba ta, jak stwierdzili lekarze nie jest groźna dla człowieka. Nawet po spożyciu przetworzonego mięsa wieprzowego zarażonego zwierzęcia nie wpływa to na nasze zdrowie. W Europie z epidemią tą wcześniej walczono w Portugalii i Hiszpanii. Od wielu lat walką z ASF zajmują się także instytucje Unii Europejskiej. W czerwcu 2002 roku ukazała się dyrektywa Rady „ustanawiająca przepisy szczególne w celu zwalczania afrykańskiego pomoru świń”, a w październiku ubiegłego roku Komisja Europejska wydała decyzję wykonawczą „w sprawie środków kontroli w zakresie zdrowia zwierząt w odniesieniu do afrykańskiego pomoru świń w niektórych państwach członkowskich”.

Od niedawna wśród wymienionych „niektórych państw członkowskich”, obok takich krajów jak Estonia, Łotwa i Litwa, znalazła się również Polska. Świńska choroba przybyła do nas z północnego wschodu, konkretnie z Białorusi. Nosicielami wirusa są przenikające swobodnie przez granicę białoruskie dziki, które zaraziły na Podlasiu trzy polskie świnie. Zdarzyło się tak, gdyż właśnie te trzy polskie świnie znalazły się na zewnątrz gospodarstwa. Reakcją polskich służb weterynaryjnych była decyzja o wybiciu ponad 2000 świń w promieniu 10 kilometrów od ogniska choroby. Podjęto też decyzję o wprowadzeniu bardzo rygorystycznej utylizacji zabitych tuczników, zakazie hodowli na tych terenach przez trzy lata, budowaniu dość skomplikowanych kordonów sanitarnych w gospodarstwach, w praktyce niemal niemożliwych do zrealizowania w małych rodzinnych hodowlach. W jednym z telewizyjnych programów, w których osobiście brałem udział, Główny Lekarz Weterynarii naszego kraju przekonywał, że tego wymaga od nas Unia, takie są unijne przepisy. Dyskusja toczyła się wokół konkretnego przypadku starszej kobiety, której siłą – z pomocą funkcjonariuszy policji – odebrano zdrową, przebadaną wcześniej świnię, a właścicielkę przekazano zakładowi psychiatrycznemu.

Okazuje się jednak, na co zwróciłem uwagę, że Polska w podejściu do unijnych przepisów chce być „bardziej papieska niż sam papież”. Nie negując w żadnym stopniu groźby tej choroby dla zwierząt – świń zdziczałych i hodowlanych – w tym wypadku przepisy unijne jawią się bardziej racjonalne niż wypracowane przez nasz bohaterski rząd. Miast na oślep wybijać pogłowie trzody chlewnej, zdrowej i chorej, w określonym promieniu odległości, Komisja Europejska podchodzi w sposób zróżnicowany do poszczególnych przypadków i aż trudno w to uwierzyć, wykazuje się bardziej zdroworozsądkową elastycznością. Wprowadza bowiem wiele odstępstw od wcześniej uchwalonych przepisów. Przykładowo w Artykule 3 wspomnianej wcześniej Decyzji wykonawczej Komisji z ubiegłego roku, zatytułowanym „Odstępstwo od zakazu wysyłania żywych świń z obszarów wymienionych w załączniku części II”, państwa członkowskie pod pewnymi warunkami „mogą zezwolić na wysyłkę żywych świń z gospodarstwa znajdującego się na wymienionych, (czyli zagrożonych) obszarach”. Przede wszystkim zwierzę musi być przebadane przez lekarza weterynarii, pod kątem afrykańskiego pomoru świń, który stwierdzi, że zwierzę jest zdrowe Taka świnka w danym gospodarstwie musi przebywać co najmniej 30 dni lub od urodzenia. Zapewnia to brak kontaktu z egzemplarzem zakażonym i eliminuje możliwość wystąpienia choroby. Inne odstępstwa zapisane są w kolejnych artykułach wspomnianej decyzji Komisji. Obowiązek opracowania i przedstawienia planu zwalczania świńskiej epidemii spoczywa na rządach państw członkowskich. Komisja je analizuje i uwzględnia w kolejnych decyzjach, jak chociażby w decyzjach z lutego i kwietnia tego roku. Nasi sąsiedzi z krajów bałtyckich podeszli do zagrożenia na poważnie. Na Łotwie na czele komitetu kryzysowego stanęła sama premier. Działania i oświadczenia polskich władz, w tym ministra rolnictwa, mogą napawać niepokojem. Z jednej strony, jak sądzę również na pokaz, masowo wybija się świnie chore i zdrowe, wcielając w życie najbardziej surowe regulacje, a z drugiej widoczny jest brak strategii zmierzającej do eliminacji źródła epidemii. Źródłem bowiem jest wirus roznoszony przez dziki.

Na zadane przeze mnie w telewizji pytanie, czy wybicie wszystkich – 100% populacji dzików gwarantuje zahamowanie epidemii, główny lekarz weterynarii odparł, że nie. Tu prawdopodobnie tkwi „clou” sprawy. Skoro dziki zarażają świnki, a myśliwi twierdzą, że odstrzał dzików – nawet chorych – jest reglamentowany, a ich eliminacja, jak twierdzą specjaliści, nic nie da, a remedium ma stanowić przymusowe zabijanie zdrowych świń, to czy mamy do czynienia wyłącznie z chaosem spowodowanym zderzeniem przepisów krajowych z unijnymi, wymieszanymi z częściowym brakiem wizji i zdrowego rozsądku?

Sprawa jest bardzo poważna. Niebawem może się okazać, że trzy zarażone na Podlasiu polskie świnie, określane w dokumentach jako ogniska epidemii staną się przyczyną medialnej histerii, jak niegdyś przy okazji ptasiej grypy i doprowadzą do zakazu eksportu do UE całej polskiej wieprzowiny. Obecnie więc kondycja zdrowotna polskich świń to nie tylko wyzwanie dla weterynarzy i epidemiologów, ale także polityków, przede wszystkim krajowych, ale również i europejskich.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł