W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Po Brexicie

26 czerwca 2016

I po Brexicie. Obywatele Wielkiej Brytanii oddawali głos w referendum za pozostaniem bądź wyjściem z Unii Europejskiej. Większość z nich opowiedziała się za opuszczeniem Unii. To bardzo ważna decyzja, która bez wątpienia wpłynie na przyszłość Unii Europejskiej. W minionym tygodniu w Brukseli w Parlamencie Europejskim niemal każdy o tym myślał. Sytuacja z pozoru była standardowa. Odbywały się tu posiedzenia komisji, grup politycznych, a także dwudniowa sesja plenarna, podczas której omawiano sprawy związane m.in. z terroryzmem, europejskim kształceniem i szkoleniem, przemawiali zaproszeni goście, jak prezydent Izraela Re’uwen Riwlin, a także prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas.

Atmosfera jednak była zgoła inna. Choć nie dyskutowano o Brexicie, czyli czwartkowym referendum, to wszyscy jednak tym najbardziej żyli. Trzeba powiedzieć, że panowała duża niepewność i przygnębienie. To tak, jak w dniu pogrzebu. Rodzina i znajomi rozmawiają o przeróżnych sprawach, unikając poruszania najważniejszego tematu. Brexit jednak staje się faktem. To oznacza, że Unia Europejska po raz kolejny przegrała z obywatelami i jako organizacja znalazła się na równi pochyłej. Jedenaście lat temu, gdy unijni politycy przygotowali Eurokonstytucję, czyli „Traktat ustanawiający konstytucję dla Europy”, to została ona odrzucona przez obywateli w referendum we Francji i w Holandii. Przygotowano więc jej mutację, nazwaną Traktatem Lizbońskim, który został poddany referendum tylko w jednym kraju członkowskim Unii, Irlandii, i poległ tam z kretesem. Irlandczykom kazano głosować ponownie, zapowiadając, że będą czynić to do skutku. Wielka Brytania z reguły była sceptyczna wobec różnorodnych zapędów euroentuzjastów. Traktowana była też wyjątkowo ze względu na swój potencjał kulturowy i gospodarczy. Należała do trójki największych krajów Unii, obok Niemiec i Francji. Nazywano ją wielkim hamulcowym. Ze względu na długie tradycje demokratyczne tego kraju, nawet w Brukseli z szacunkiem spoglądano na jej obywateli. Oni też po rozważeniu za i przeciw podjęli decyzje o opuszczeniu Unii. Bez względu na werbalne reakcje płynące z Brukseli oraz innych europejskich i światowych stolic, można stwierdzić, że Brexit to soczysty policzek dla eurokratów, euroentuzjastów i eurofanatyków, którzy zgubili z pola widzenia zwykłych ludzi. Oni to dostrzegli i powiedzieli: dziękujemy, wychodzimy.

Europejscy politycy z pewnością długo jeszcze przerzucać się będą odpowiedzialnością za Brexit. Żaden z nich nie będzie miał się czym szczycić, zwłaszcza przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, który w historii zapisze się jako ten, za którego kadencji Wielka Brytania zadecydowała o opuszczeniu Unii Europejskiej.  Jednak wbrew kasandrycznym zapowiedziom, po decyzji o Brexicie brytyjskie kury nie przestaną znosić jajek, a krowy dawać mleka. Wielka Brytania za to ma szansę zrzucić z siebie gorset unijnych regulacji dotyczących m.in. ilości wody w spłuczkach toaletowych i pisuarach, języka neutralnego płciowo, ograniczania mocy odkurzaczy, wchodzenia po drabinie itp. Zjednoczone Królestwo może zaoszczędzić i lepiej wydatkować miliardy funtów przekazywanych do unijnej kasy, a także, jak mówią zwycięzcy, wybić się wreszcie na niepodległość. Wyjście to jednak nie będzie natychmiastowe. Wspominany Traktat Lizboński przewiduje dwuletni okres na taki proces. Tak więc będzie jeszcze sporo czasu, aby o tym mówić. Najpewniej  będę miał okazję mówić o tym  po wakacjach, gdyż przed nami tradycyjna letnia przerwa, dlatego chciałem wszystkim Państwu podziękować za dotychczasowe spotkania. Wszystkim udającym się na urlop życzę miłego wypoczynku, pozostającym w domu lub w pracy, przyjemnej pogody, a przede wszystkim pogody ducha.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł