W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Niekonsekwencje

4 czerwca 2017

Od dłuższego czasu przyglądam się w Unii Europejskiej zjawiskom, które można określić jako niekonsekwencje. Dotyczą one spraw zasadniczych, ideowych, religijnych, ale także administracyjnych i personalnych. Przykładem tych ostatnich może być postawa szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera. W minionym tygodniu w Brukseli stanął on przed komisją śledczą Parlamentu Europejskiego ds. prania brudnych pieniędzy czy, jak tłumaczone jest to w polskich mediach, afery podatkowej. Sprawa ciągnie się już od wyboru Junckera na to stanowisko w 2014 roku, a dotyczy okresu, gdy był on premierem i ministrem finansów Luksemburga. Junckerowi zarzuca się, że wówczas „blokował prace nad unijnymi przepisami, które miały ukrócić oszustwa podatkowe”. Innymi słowy, jako premier miał działać wbrew unijnym przepisom, po czym został wybrany na strażnika egzekwującego przestrzeganie tychże przepisów. Może to jednak coś więcej niż niekonsekwencje. Komisja Europejska jest bowiem strażniczką traktatów. Dyscyplinuje poszczególne kraje członkowskie i ich premierów, jak chociażby ostatnio rządy Polski i Węgier. 
Czy więc przewodniczący Komisji Europejskiej nie powinien być jak przysłowiowa żona Cezara?

Podobny problem ma szef Rady Europejskiej Donald Tusk, który zmuszony jest zeznawać w sprawie współpracy służby kontrwywiadu wojskowego z rosyjskimi służbami specjalnymi w czasie, kiedy był premierem w Polsce. W obu przypadkach przed wyborem Junckera i Tuska unijni decydenci wiedzieli, że będą tego typu problemy. To jednak dla euroentuzjastów drobiazgi w perspektywie wykazania, że jest się szczerym Europejczykiem. Do takich niewątpliwie należy wiceszef Komisji Frans Timmermans, który na jednym oddechu deklaruje się jako katolik, dodając, że z papieżem nie zgadza się niemal we wszystkim. Czy to też tylko niekonsekwencja?

Gdy dotykamy spraw religijnych, warto zauważyć, że ze wszystkich najważniejszych unijnych dokumentów wyrugowano informacje o chrześcijańskich korzeniach Europy. Brak też jakichkolwiek debat w Parlamencie Europejskim na ten temat. Nie ma woli politycznej, aby wydać zgodę na otwarcie osobnej kaplicy dla chrześcijan w budynku Parlamentu Europejskiego. Z drugiej jednak strony, „bezbożna” Unia Europejska ustanowiła w swoich instytucjach dni wolne od pracy w święta Kościoła katolickiego i to nawet te, które w Polsce są dniami roboczymi. Na przykład wolnymi od pracy są Wielki Czwartek i Wielki Piątek, święto Wniebowstąpienia w Polsce przeniesione na niedzielę, tu świętuje się w czwartek 25-ego maja i dzień ten jest wolny od pracy. Unijne instytucje dwa dni świętują zesłanie Ducha Świętego. Również poniedziałek - drugi dzień Zielonych Świąt jest tu w Parlamencie Europejskim dniem wolnym od pracy, w Komisji Europejskiej także. W tym wypadku cieszą mnie te unijne niekonsekwencje.

 Dostrzec je można także przy promowaniu najważniejszego dla euroentuzjastów ojca założyciela Unii Europejskiej - Altiero Spinellego. Ten włoski komunista, autor Manifestu z Ventotene, w którym apeluje o likwidację państw narodowych, został wymieniony jako jedyny z ojców założycieli Unii Europejskiej przez szefa Komisji Jean-Claude’a Junckera, podczas programowego przemówienia w Parlamencie Europejskim. Postać Spinellego wita wszystkich przy głównym wejściu do Parlamentu w Brukseli. Budynek Parlamentu, tu, gdzie w tej chwili jesteśmy, nazwano imieniem Altiero Spinellego, w skrócie ASP. No ładnie, komuniści i federaliści się cieszą. Doprowadzili też oni do powstania, tuż obok, osobnego Domu Historii Europejskiej, a tam cała plejada, ekspozycja ojców założycieli Unii Europejskiej. Próżno jednak szukać tam nawet wzmianki o Altiero Spinellim. W trakcie zwiedzania zapytałem nawet panią dyrektor o tę postać. Długo szukała w tablecie, zanim odparła, że niestety Spinellego tu nie ma. Za to są figury i pamiątki po Robercie Schumanie, Alcide de Gasperim, Konradzie Adenauerze, nawet Luksemburczyku Josephie Bechu. Altiero Spinellego nie ma, choć powstanie tego muzeum sfinansował Parlament Europejski. I znów niekonsekwencje. W ich tle stoją duże unijne pieniądze, w których wydawaniu, a zwłaszcza absorpcji przez unijnych polityków i urzędników, takich niekonsekwencji już nie widać.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł