W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Kontrofensywa euroentuzjastów

28 maja 2017

Zwycięstwo Emanuela Macrona we Francji uskrzydliło euroentuzjastów. Może nawet bardziej niż kanclerz Niemiec Angelę Merkel, która wsparła Macrona przed wyborami prezydenckimi we Francji. Czy dziwić więc może, że nowy prezydent tego kraju w pierwszą zagraniczną podróż udał się do Berlina? Przywódcy Niemiec i Francji zapewnili, że zamierzają nadać Unii Europejskiej nową dynamikę. Jednakże prezydent Francji jako polityk młodszy i mniej doświadczony od kanclerz Merkel wyskakuje zdecydowanie przed szereg. Niemal natychmiast po wygranych wyborach, czując się zobligowanym do wykazania swojej europejskości, przedstawił wizję ściślejszej integracji państw, które przyjęły walutę euro, czyli tych bardziej wtajemniczonych. Odświeża on pomysł powołania drugiego Parlamentu Europejskiego, tylko dla krajów, które przyjęły walutę euro oraz ustalenia odrębnego budżetu dla tychże państw. Jest też zwolennikiem powołania odrębnego ministra finansów dla tych krajów. Dotychczas walutę euro przyjęło 19 z 28 krajów członkowskich Unii, a 9 pozostało przy własnej walucie. Proponowany rozjazd instytucjonalny to zmaterializowanie pomysłu Europy dwóch prędkości. Więcej, nowy prezydent Francji Macron zapowiada chęć rewizji i zmiany traktatów Unii Europejskiej. Dotychczas prezydenci Francji byli co do tego niewzruszeni, zdając sobie sprawę, że pierwszą realną zmianą byłaby likwidacja siedziby Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, czego od lat domagają się obywatele i politycy Unii.  Kanclerz Niemiec z zadowoleniem przyjmuje deklarację Macrona, wykazuje jednak więcej politycznego pragmatyzmu, dyplomatycznie ściągając unijne cugle. Merkel stwierdziła, że „zmiana traktatów jest możliwa, jeżeli taka zmiana ma sens”, co, przekładając na język zrozumiały dla obywateli tłumaczyć należy, że nie wszystkie pomysły Macrona taki sens mają.

Sygnały wysyłane z Paryża i Berlina podchwycone zostały w Strasburgu, Brukseli, ale i w Warszawie. Euroentuzjaści próbują złapać wiatr w żagle, jednakże może się okazać, że jest to wiatr wydmuchiwany wyłącznie z ich własnych płuc. Podczas ostatniego posiedzenia Parlamentu Europejskiego w Strasburgu przewodniczący największej grupy politycznej Manfred Weber triumfalistycznie wieszczył, że czas eurosceptyków i populistów się kończy. O siedzącym na sali angielskim europośle Nigelu Farage’u powiedział, że „jest politycznie martwy i jest tchórzem.  Polityczna ofensywa Wildersa w Holandii, AfD w Niemczech i Marine Le Pen we Francji zakończyła się porażką ... W 2017 wielka klapa dla nacjonalistów, ale to dla nas dobry bilans”.
Tak cieszył się szef grupy, do której należą posłowie PO i PSL. Twierdził, że nie musimy zajmować się już Brexitem, ale czas więcej wysiłków poświęcić przyszłości Europy. Niemal identyczne słowa wypowiedział przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk w przemówieniu poprzedzającym wypowiedź Webera. Cóż za osobliwa koincydencja. Czyżby się wcześniej umówili?

Nie było jednak wiele czasu na roztrząsanie tego zjawiska, gdyż niedługo potem w jednym z najpopularniejszych niemieckich dzienników ukazała się informacja dotycząca poufnego spotkania dwóch komisarzy Komisji Europejskiej, odpowiedzialnych za finanse Unii, z „wybranymi” europosłami. Tam, miano przedstawić projekt stworzenia odrębnego budżetu dla krajów, które przyjęły euro oraz obowiązku przyjęcia tej waluty przez pozostałe kraje do 2025 roku. Po ujawnieniu tych informacji zostały one przez Komisję Europejską natychmiast sprostowane. Coś jednak musi być na rzeczy, skoro ze snu zimowego wybudzili się euroentuzjaści w Polsce. Kilka dni wcześniej były prezydent Polski Bronisław Komorowski zaapelował o jak najszybsze wejście Polski do strefy euro i jak zwykle błysnął bon motem, że „zawsze lepiej jechać w pierwszej klasie niż na drezynie na samym końcu”. Można zapytać naszego emerytowanego polityka, czy na przykład taka Grecja, która ma walutę euro, jest dla niego synonimem pierwszej klasy. Niestety, sytuacja jest bardziej poważna, gdyż euroentuzjaści niesieni na fali euforii domagają się przymusowych relokacji uchodźców do wszystkich krajów Unii, także do Austrii, Polski, Czech i na Węgry. Grożą przy tym sankcjami bądź, jak wyraził to Donald Tusk, „konsekwencjami”.

Od tego wszystkiego może zakręcić się w głowie niektórym obywatelom, także wyborcom Platformy Obywatelskiej. Dlatego uruchamia się specjalną polską edycję tygodnika „Politico”, który, jak zapowiadają jego twórcy, ma rozjaśniać Polakom meandry Unii Europejskiej. Informacje mają być obiektywne, a jakże. Nowy redaktor naczelny już wydał deklarację, w której pisze: „Jestem entuzjastą Unii Europejskiej. Ale mam nadzieję, że nie ślepym”.  Trzeba od razu powiedzieć, że tak jest. Dostrzega bowiem problemy unijnych absurdów, pisząc w zapowiedzi: „Prostują banany? Może”. Sprawa bananów to problem sprzed kilkunastu lat, dawno wyeksploatowany i nieaktualny. Grupa robocza ds. bananów od wielu lat nie istnieje. Jeśli więc tak ma wyglądać kontrofensywa euroentuzjastów, to winszuję.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł