W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Forpoczta Unii

7 czerwca 2015

Wielka Brytania nalega na zmiany. Mają one dotyczyć funkcjonowania Unii Europejskiej. Premier David Cameron obiecał to swoim rodakom przed wyborami. Ludzie mu zaufali i najdalej za dwa lata w Wielkiej Brytanii odbędzie się referendum w sprawie wyjścia tego kraju z Unii Europejskiej. Sam premier jest za pozostaniem w strukturach Unii, ale pod warunkiem przeprowadzenia gruntownych zmian.

W zachodnich mediach Wielka Brytania uważana jest za „prekursora reform w UE”. Stanowi więc obecnie swoistą forpocztę Unii. Cameron stawia wszystko na jedną kartę. Jeśli nie przekona swoich unijnych partnerów do reform, może przegrać referendum, czego jest świadomy. Przede wszystkim Wielka Brytania zabiega o zmianę regulacji w zakresie zabezpieczeń społecznych. Premier oficjalnie zapewnia, że nie dąży do zlikwidowania swobodnego przepływu osób w Unii, ale chce tylko „zapobiec wyłudzaniu świadczeń socjalnych przez emigrantów”.

Po spotkaniu z kanclerz Angelą Merkel, która dotychczas stanowczo odrzucała podobne propozycje, Cameron wydawał się być zadowolony, mówiąc: „Uważamy, że system zabezpieczeń socjalnych nie powinien zachęcać ludzi do przyjazdu”. Niemcom zależy, aby Wielka Brytania pozostała w strukturach Unii Europejskiej. W tym celu gotowe są nawet zaakceptować zmianę traktatów. Nie jest tajemnicą, że pod przykrywką formalnie chłodnych relacji między kanclerz Niemiec, a premierem Wielkiej Brytanii, w praktyce od lat ściśle i zgodnie współpracują. Dlatego kanclerz Merkel już teraz daje sygnał o gotowości do ustępstw. Mówi m.in, że „mocną stroną Unii jest jej elastyczność (...), Unia musi być siecią, a nie blokiem. (...), Gdzie jest wola, tam znajdzie się i rozwiązanie (Where there’s a will, there’s a way). Wychodząc naprzeciw postulatom Camerona, mówi, że „Unia Europejska nie jest Unią socjalną i że Niemcy są przeciwko nadużywaniu świadczeń socjalnych przez obcokrajowców”. Po słowach tych sądzić można, że Cameron pozyskał już Niemcy do swoich koncepcji zmian. Rusza więc z otwartą przyłbicą na spotkania z przywódcami innych krajów członkowskich. Spotkał się już z premierem Holandii i prezydentem Francji. Francja wykazuje sceptycyzm co do zmiany traktatów.

Zmiany proponowane przez premiera Camerona najprawdopodobniej najbardziej uderzą jednak w naszych rodaków, którzy wyjechali w poszukiwaniu pracy na Wyspy Brytyjskie. Już wcześniej spekulowano, że tak entuzjastyczne poparcie premiera Wielkiej Brytanii dla kandydatury Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej miałoby wynikać ze wstępnej zgody kandydata na ograniczenie świadczeń socjalnych dla emigrantów. Oficjalnie jednak nikt tego nie potwierdza. Cameron idzie za ciosem i już zjawił się w Warszawie, gdzie spotkał się z premier Ewą Kopacz i rozmawiał m.in. o problemie imigracji, swobodzie przemieszczania się obywateli i reformie Unii Europejskiej. Po spotkaniu Centrum Informacyjne Rządu poinformowało, że premier Kopacz „wyraziła zdecydowany sprzeciw wobec rozwiązań mogących doprowadzić do dyskryminacji Polaków oraz innych obywateli UE, podejmujących legalnie pracę w Wielkiej Brytanii”. Jakże często oficjalne informacje rozmijają się ze stanem faktycznym. Po powrocie z Warszawy premier Cameron w bardzo wąskim gronie miał stwierdzić, że premier Kopacz w rozmowie z nim dała wyraźnie do zrozumienia, że wkrótce prawdopodobnie nie będzie już premierem, dlatego nie ma sensu rozmawiać z nią o reformach w Unii Europejskiej. Oczekiwać więc należy, że konkretne rozmowy z Polską rozpoczną się po jesiennych wyborach i uformowaniu nowego rządu. To jednak może trochę potrwać, przynajmniej pół roku. Czy stać nas na bierność w obliczu ścierania się tak poważnych interesów w Unii Europejskiej, bezpośrednio dotyczących przyszłości naszych rodaków? A może dobrze byłoby, aby inicjatywę już teraz przejął nowo wybrany prezydent Rzeczpospolitej?

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł