W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Europejskie Rewolucje

17 grudnia 2017

Jeśli nie można osiągnąć celu na drodze ewolucji, wybuchają rewolucje. Ich bilans jest bardzo krwawy. Zazwyczaj dopiero po znacznym upływie czasu są one potępiane.
W tym roku obchodziliśmy setną rocznicę rewolucji październikowej w Rosji. Pochłonęła ona miliony ofiar, a skutki zbrodniczej komunistycznej ideologii odczuwamy do dzisiaj. W Parlamencie Europejskim w Strasburgu odbyła się niedawno debata pt. „Spuścizna totalitarnej rewolucji bolszewickiej w Rosji w 1917 roku”.
Co osobliwe, oprócz głosów przypominających komunistyczny totalitaryzm, znaleźli się europejscy politycy chwalący tę rewolucję, a byli to członkowie grupy komunistycznej, która funkcjonuje tu w Parlamencie Europejskim.
Jej przedstawicielka, włoska posłanka Eleonora Forenza zachwalała tutaj w sali obrad bolszewicką rewolucję, przywołując jedną z towarzyszek Aleksandrę Kołłontaj, która była komisarzem ludowym i pierwszą kobietą ministrem w rządzie bolszewickim. Notabene, utworzyła ona też swoiste „Ministerstwo Kobiet” razem z żoną Włodzimierza Lenina Nadieżdą Krupską i kochanką Lenina Inessą Armand. Wspomniana włoska europosłanka twierdziła, że: „Rewolucja sto lat temu była aktem miłości”. Bolszewicka aktywistka miała wprowadzić prawo kobiet do aborcji, rozwodów i samostanowienia. Europosłanka sprzeciwiała się zrównywaniu komunizmu z nazizmem, czyli narodowym socjalizmem. Upajała się wspomnieniem ataku bolszewików na Pałac Zimowy w 1917 roku, twierdząc, że „... po raz pierwszy robotnicy i chłopi ... weszli na karty historii”. Zwracając się do europosłów mówiła „Może wolelibyście rozmawiać z carami, tak jak dziś wolicie rozmawiać z królem, a nie z Katalończykami”. Opinie takie niestety nie były tu odosobnione. Nawiązywały do obecnej sytuacji w Unii Europejskiej, a ta, jak wiadomo, na pierwszym planie stawia równouprawnienie płci, walkę o prawa dla LGBTIQ, lansuje ideologię „gender” i domaga się swobodnej aborcji, czyli zabijania dzieci nienarodzonych. Można więc powiedzieć, że trwa kulturowy przewrót, łacińskie „revolutio”, czyli rewolucja. Idzie o to, jaki przybierze ona kształt.

Obecnie oficjalnym modelem integracji europejskiej jest Manifest z Ventotene, współautorem którego był komunista Altiero Spinelli. We wspomnianym dokumencie zachwalanym do dziś przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel oraz szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera, znalazły się znamienne słowa:
„Aby odpowiedzieć na nasze wyzwania, europejska rewolucja musi być socjalistyczna”. Jak można zaobserwować, przebiega ona wielonurtowo. Od wysiłków na rzecz instytucjonalnego pogłębiania integracji, którego twarzą jest prezydent Francji Emmanuel Macron, po rewolucję migracyjną lansowaną przez kanclerz Merkel i George’a Sorosa. Przypomnę, że Emmanuel Macron, stojący na czele partii
„La République En Marche”, w trakcie kampanii wyborczej występował z napisem na mównicy „#RevolutionEnMarche”, czyli „Rewolucja naprzód”. Wspomniany finansista George Soros działa mniej hałaśliwie. Tylko na Węgrzech prowadzi otwarty spór z Viktorem Orbánem, a tak przelewa miliardy dolarów na swoje Fundacje Społeczeństwa Otwartego, które działają na rzecz kontrowersyjnych zmian, czyli rewolucji.

A może właśnie teraz, pod koniec Adwentu, gdy przewodniczący Parlamentu Europejskiego, chrześcijański demokrata Włoch Antonio Tajani przyjął w naszym parlamencie „Betlejemskie Światełko Pokoju”, warto odejść od idei rewolucji i powrócić do chrześcijańskich demokratów - ojców założycieli Unii Europejskiej. Bo przecież Europa ma korzenie chrześcijańskie, a sięgają one narodzenia Jezusa Chrystusa.

Mirosław Piotrowski