W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Emigrujemy

3 listopada 2013

Czy Polska rzeczywiście jest "zieloną wyspą"?

"Już wkrótce Polacy zaczną wracać z emigracji, bo praca tu będzie się opłacać" - to słowa wypowiedziane przez Donalda Tuska w październiku 2007 roku w czasie kampanii wyborczej. Niedawno Główny Urząd Statystyczny opublikował najnowsze dane, z których wynika, że odpływ Polaków za granicę systematyczne rośnie, a rekordowym był rok ubiegły. Sześć lat po objęciu rządów przez Donalda Tuska odnotowujemy najwyższy wskaźnik wyjazdów Polaków za granicę w poszukiwaniu pracy. Według GUS pod koniec 2012 roku około 2 miliony 130 tysięcy obywateli naszego kraju przebywało za granicą. To więcej niż cała ludność Warszawy i Lublina. W porównaniu z badanym przez GUS rokiem poprzednim to wzrost emigracji zarobkowej w skali kraju o 70 tysięcy. Zdaniem ekspertów w perspektywie kolejnych pięciu lat z Polski wyjedzie od pół miliona do 800 tysięcy Polaków, czyli ponad 100 tysięcy rocznie, z czego wielu z wyższym wykształceniem. Z opublikowanych danych wynika, że najwięcej, bo prawie 640 tysięcy Polaków wyjechało do Wielkiej Brytanii, pół miliona do Niemiec, 118 tysięcy do Irlandii, blisko 100 tysięcy do Holandii, podobna liczba do Włoch i Norwegii, a po kilkadziesiąt tysięcy do Francji, Belgii, Szwecji, Hiszpanii, Austrii i Danii. Do innych krajów świata wyemigrowało 314 tysięcy. Dane GUS mogą nie być precyzyjne, gdyż wielu polityków i ekonomistów zarzuca temu urzędowi upolitycznienie oraz pomyłki, bądź celową manipulację danymi. Niektórzy twierdzą, że do Wielkiej Brytanii wyjechało w poszukiwaniu pracy więcej Polaków niż podaje GUS. Urzędowi temu zarzucano, że celowo opóźniał publikację niekorzystnych dla rządu danych o emigracji zarobkowej Polaków ze względu na referendum w Warszawie.  Opublikowane dane są przygnębiające, gdyż w większości wyjeżdżający z Polski to ludzie młodzi i wykształceni. W kraju pozostają emeryci i bezrobotni. Młodzi emigranci decydują się na wyjazd z Polski ze względu na brak pracy oraz niskie zarobki. Oficjalnie średnia płaca w Polsce wynosi około 3700 złotych brutto, ale dla niewielu jest ona osiągalna. Dla porównania średnia  płaca w Wielkiej Brytanii i Niemczech to około 12 tysięcy złotych brutto, w Austrii ponad 13 i pół tysiąca, a w pozostającej poza Unią Szwajcarii Polacy mogą liczyć na około 14 tysięcy złotych miesięcznie. Nie dziwi więc, że od 2005 roku do dnia dzisiejszego czterokrotnie zwiększyła się liczba Polaków wyjeżdżających do Szwajcarii. Według propagandowych tez polskiego rządu Polska miała być i nadal jest zieloną wyspą. Nawet jeśli naiwnie uwierzyć w te stwierdzenia, to w świetle opublikowanych danych trzeba stwierdzić, że wyspa ta nie tylko zwiędła, ale i uschła. W związku z masową emigracją zarobkową Polaków zmieni się pozycja Polski na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w Unii Europejskiej. Zgodnie z wchodzącym w przyszłym roku unijnym prawem osoby przebywające ponad rok za granicą będą zaliczane do ludności krajów, w których przebywają. Należy się spodziewać, że opublikowane dane GUSu zostaną wzięte pod uwagę przez Eurostat, czyli urząd statystyczny UE, który prawdopodobnie poda, że zamiast blisko 38 i pół miliona, liczba ludności Polski wynosi tylko 37 milionów 100 tysięcy. Konsekwencją tego może być zmniejszenie liczby Polaków w Parlamencie Europejskim oraz innych unijnych instytucjach. Liczba miejsc w Parlamencie, a także innych instytucjach wynika z parytetu ludnościowego danego kraju. Niebawem, gdy wejdzie w życie zasada podwójnej większości w głosowaniu w Radzie Unii Europejskiej (a podwójna większość to co najmniej 55% państw członkowskich reprezentujących co najmniej 65% ogółu ludności Unii Europejskiej), to skurczona ludnościowo Polska może stracić na znaczeniu w Radzie, przegrywając ważne głosowania przy niedostatecznym parytecie ludnościowym. Rząd polski okazuje się niefrasobliwy zarówno w polityce wewnętrznej, jak i europejskiej. Kluczem do zahamowania fatalnego trendu emigracji zarobkowej jest znaczne i szybkie zmniejszenie bezrobocia oraz podniesienie przynajmniej dwukrotnie płacy realnej. Niestety w naszym kraju słyszymy opinie, że wobec braku pomysłu na zahamowanie emigracji zarobkowej należy karać studentów, a tak naprawdę ich rodziców, wprowadzając wysokie opłaty za studia, gdyż większość polskich absolwentów wyższych uczelni i tak wyjedzie. Niewykluczone, że rząd Donalda Tuska chce powrócić à rebours do rozwiązań ze znanej komedii Stanisława Barei "Miś", gdzie na granicy ważono Polaków i pobierano opłaty za niedobór wagi ciała w zależności od wykształcenia,  a w tle  umieszczono tablicę z napisem "Każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem szczególnym dobrem narodu". 

M. Piotrowski