W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Biurokracja

10 listopada 2013

Jak ograniczyć biurokrację w Unii Europejskiej?

Po ostatnim szczycie Unii Europejskiej, w którym brali udział premierzy i prezydenci krajów UE, premier Wielkiej Brytanii David Cameron zaapelował do szefa Komisji Europejskiej José Manuela Barroso, aby zmniejszył biurokrację. Nie tylko brytyjski premier, ale i nasza grupa polityczna Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim dostrzega nadmierny rozrost biurokracji. We wszystkich unijnych instytucjach zatrudnionych jest obecnie około 56 tysięcy urzędników. Największa ich liczba pracuje w Komisji Europejskiej. W ubiegłym roku w 33 unijnych ministerstwach nazywanych dyrekcjami generalnymi zatrudnionych było około 33 tysięcy urzędników, a według innych źródeł nawet więcej.  Co roku ich liczba wzrasta. W Parlamencie Europejskim, jak pochwalił się w jednym z wywiadów jego przewodniczący Martin Schulz, zatrudnionych jest około 8000 osób. To średnio więcej niż dziesięciu pracowników przypadających na jednego europosła, nie wliczając do tego ich asystentów. W Radzie Unii Europejskiej pracuje 3 i pół tysiąca osób. Najwięcej kontrowersji wzbudzają unijne agencje. Dwadzieścia trzy lata temu funkcjonowały tylko trzy, obecnie aż 52 agencje. Wśród nich takie jak Europejski Instytut Równości Płci, Centrum Satelitarne Unii Europejskiej i inne, które według brytyjskiej organizacji Open Europe bez szkody dla unijnego obywatela można by zlikwidować. W agencjach tych zatrudnionych jest około 10 tysięcy osób. Na całą unijną administrację tylko w tym roku planuje się wydać 8 i pół miliarda euro, z czego połowa przeznaczona jest na wynagrodzenia. Pięć lat temu budżet ten był o 2 miliardy niższy. Do wspomnianego na początku apelu premiera Davida Camerona o redukcję biurokracji, przyłączyła się Polska, reprezentowana na szczycie przez premiera Donalda Tuska. To osobliwe, gdyż kraj nasz rządzony przez Platformę Obywatelską jest liderem w Unii pod względem właśnie przyrostu liczby urzędników. Pomimo złożonych wcześniej przez szefa polskiego rządu obietnic zredukowania biurokracji liczba urzędników w Polsce powiększyła się o 80 tysięcy i tendencja ta wzrasta. Wobec powszechnej krytyki nadmiernej biurokracji w Unii Europejskiej, płynącej także ze strony prominentnych polityków Unii, takich jak przewodniczący Parlamentu Europejskiego socjalista Martin Schulz, Unia zmuszona jest podjąć pewne działania w kierunku ograniczenia biurokracji. Przypomnę, że w poprzedniej kadencji Komisji Europejskiej funkcjonowały przy niej 3094 komitety robocze z własnymi liniami budżetowymi zajmujące się m.in. bananami, etykietowaniem tekstyliów, dobrostanem zwierząt oraz windami w Unii Europejskiej. Na moją osobistą prośbę przewodniczący Barroso ujawnił i przesłał cztery lata temu zmodyfikowaną listę tychże komitetów. Okazało się, że po redukcji jest ich tysiąc. Część z nich zlikwidowano, a niektóre połączono. Redukcja unijnych etatów jest przedsięwzięciem niesłychanie trudnym, gdyż urzędnicy uszczęśliwiani są coraz to nowymi zadaniami. Pomijając już znane przypadki konieczności liczenia sęków w desce i mierzenia ogórków oraz bananów, w lipcu tego roku ukazało się rozporządzenie Komisji dotyczące odkurzaczy. W efekcie można będzie kupić jedynie odkurzacze o maksymalnej mocy 1600 Watt, a za cztery lata maksymalnie o mocy 900 Watt. Jak zwykle Unia podeszła do sprawy kompleksowo i zajęła się, jak czytamy w punkcie 4 rozporządzenia (666/2013), odkurzaczami do czyszczenia na mokro, na mokro i sucho, automatycznymi, odkurzaczami przemysłowymi, centralnymi i akumulatorowymi oraz froterkami do podłóg. Istnieje jednak uzasadniona obawa, że odkurzacze o niższej mocy nie zdołają skutecznie oczyścić dywanów i wykładzin, powodując konieczność powtórzenia czynności, czego konsekwencją będzie zwiększenie zużycia energii, które (to zużycie) Komisja Europejska i Rada chcą przez te regulacje zmniejszyć. Przebojem sezonu w walce Komisji Europejskiej o ochronę środowiska jest nagłośniony ostatnio projekt dotyczący spłukiwania wody w toalecie. Po tym jak prasa brytyjska podała, że Komisja opracowuje ramy prawne dla spłukiwania wody w toalecie i że na przeprowadzenie stosownych badań wydała 72 tysiące funtów, Komisja szybko ripostowała, że chce "jedynie zaproponować kryteria, jakie muszą spełniać toalety, by otrzymać ekologiczne logo" (PAP 31.10.2013). Eksperci Komisji przygotowali liczący 60 stron projekt raportu technicznego pt. "Opracowanie kryteriów UE dotyczących ekologicznego oznakowania spłuczek toalet i pisuarów" (maj 2013). Jeden z załączników zatytułowano  "Metodologia obliczania średniej objętości spłukiwanej wody" (str. 57), a inny "Wymagania, jakie muszą spełniać pisuary bez spłuczek oraz metody testowe" (str. 59).

Już sama potrzeba sporządzania przez Komisję tak ważnych raportów oraz uczestnictwa w europejskiej dyskusji na temat toalet oznacza, jak sądzę, konieczność zatrudnienia dodatkowo wielu osób, co mocno uszczupla szanse na oczekiwaną przez wszystkich redukcję unijnej biurokracji.

M. Piotrowski